Rok Elfa

Rok Elfa - Fragmenty

Fragment rozdziału 2

Zawędrowałem na taras po drugiej stronie budynku i ku mojemu zaskoczeniu, nie byłem tam sam. Na jednym z foteli siedział mężczyzna, którego kompletnie nie kojarzyłem z całej tej imprezy i rysował w szkicowniku. Obrzucił mnie krótko niechętnym spojrzeniem, ale nie odezwał się słowem, więc zignorowałem to i usiadłem na drugim fotelu.

— Hej. Sorry, że przeszkadzam, ale muszę od nich na chwilę odpocząć. — Uśmiechnąłem się półgębkiem i odetchnąłem głęboko.

— Hej… — Tu urwał, widocznie zdając sobie sprawę, że nie kojarzył mojego imienia, ale zaraz powiedział chłodno: — Co ty tu robisz?

— Hmm? Nie bardzo rozumiem. — Spojrzałem na niego z ukosa i wzruszyłem ramionami.

— Będziesz udawał, że mnie nie poznajesz? — warknął, a ja zmierzyłem go zdziwionym spojrzeniem. Był bardzo charakterystyczny. Nie było takiej opcji, żebym go poznał i o tym fakcie zapomniał.

— Serio cię nie znam. Mieszkam w Warszawie od tygodnia, a wcześniej nie było mnie przez jakiś czas w kraju — odpowiedziałem wolno, mierząc go spojrzeniem. — Poza Kaśką nie znam tu nikogo.

— Nick, słuchaj, nie mam ochoty na twoje gierki. — Był ewidentnie wściekły, ale kompletnie nie miałem pojęcia o kim mówił, więc sądziłem, że szybko to naprostuję.

— Nie wiem, kim jest Nick. Ben Szpilewski, miło mi. — Wyciągnąłem do niego rękę, chociaż ostatnie słowa były zdecydowanie wymuszone. Patrzył na mnie przez chwilę, po czym westchnął, a na jego twarzy wrogość została zastąpiona niechęcią.

— Sorry. Jesteś bardzo podobny do kogoś, kogo znam. Oliwier Kruszyński. — Uścisnął w końcu moją rękę.

— Zgaduję, że jego nie chciałeś tu widzieć bardziej niż mnie — odparłem kwaśno. — Odsapnę chwilę i zejdę ci z drogi.

— Trzeba było tyle nie pić — mruknął pod nosem, czym zdążył mnie zirytować.

— Nie piłem — odwarknąłem i postanowiłem go całkiem zignorować, odchylając się na fotelu i przymykając oczy.

Trwaliśmy tak dłuższą chwilę. On rysował, a ja siedziałem pogrążony we własnych myślach. Oliwier. Jego imienia chyba nie zapomnę. Rzucał się w oczy. Miał długie blond włosy, związane na karku w koczek, wygolone boki, mnóstwo tatuaży na rękach, a nawet cała jego szyja była pokryta tatuażem przedstawiającym jakąś mandalę, ale nie miałem okazji lepiej się temu przyjrzeć. Do tego miał przenikliwe, jasne oczy i był stosunkowo dobrze zbudowany. Pewnie w innych okolicznościach poleciałbym na niego.

Fragment rozdziału 5

Wyszedłem stamtąd tak szybko, jak mogłem i gdy dotarłem do samochodu, jeszcze przez moment oddychałem ciężko. W końcu wiedziałem, czemu pomylił mnie ze swoim eks i byłem wściekły. Nie wiedziałem za to, jak znaleźć ujście dla tych emocji. Nie mogłem też siedzieć tam i patrzeć na niego, nie czując się źle ze sobą samym. Niby nie miałem z tym nic wspólnego, ale czułem się winny. Słysząc samo Nick, w życiu nie domyśliłbym się o kogo chodziło, ale przywołana anegdotka już doskonale mnie naprowadziła, choć sytuacja nie do końca wyglądała tak, jak ją przedstawił, ale mój brat uwielbiał grać ofiarę. Wiedziałem, że Maks potrafił być skurwielem, ale nie podejrzewałem, że aż takim. Maksymilian Dominik… Dominik, w skrócie Dom lub… Nick. Owszem byliśmy podobni z wyglądu, w związku z czym Oliwier mógł reagować na mnie alergią, gdy mnie zobaczył.

Fragment rozdziału 9

Stali w zaułku niedaleko toalet, tak, że nie widzieli, jak szedłem, ale ja za to mogłem ich dobrze usłyszeć.

— Tak po prostu, nagle mnie nie rozpoznajesz? Czy teraz wystarczy ci ktokolwiek, byleby wyglądał jak ja — zakpił mój brat.

— Nie znamy się, Maks — podkreślił dobitnie Oli. — Nigdy się nie znaliśmy. Nie mieszaj w to Bena. Przez ten jego wygląd o mało nie skreśliłem go pochopnie, bo z jakiegoś powodu mi ciebie przypominał. Na szczęście z charakterem jest u niego lepiej niż u ciebie — odciął się Oliwier.

— Teraz tak mówisz, ale nie narzekałeś przez tamten rok — wytknął mu Maks. — Zamieniłeś jednego brata na drugiego. Wiesz, że on też jest w szafie?

— W szafie? Widziałeś nas. Nie chowamy się —żachnął się Oli.

— Mówię o rodzicach — odpowiedział mój brat z wyższością.

— Twoja mama o mnie wie. Rozmawiałem z nią przez telefon ze dwa dni temu. Narzekała na pogodę i obiecywała przylecieć. — Oliwier wzruszył ramionami, jak gdyby nigdy nic. Co ciekawe, nie kłamał. Rozmawiał z nią, gdy ja kończyłem rozmowę w pracy, a nie chciałem jej spławiać.

— I co? Myślisz, że znalazłeś faceta na całe życie? — zaśmiał się szyderczo Maksymilian.

— Nie wiem. Na pewno na dłużej, niż byłem z tobą. — Oli zadarł brodę do góry wyzywająco.

— Co? Skończenie tego jednak zabolało, co? — Maks kontynuował, niezaprzeczalnie przekraczając granicę.

— Próbowałem się powiesić, jak dowiedziałem się o zaręczynach. To chciałeś usłyszeć, dupku? — wysyczał sfrustrowany Oliwier. Dużo samokontroli zabrało mi niewcięcie się w rozmowę w tej chwili.

— Co ty pierdolisz? — wydukał Maksymilian osłupiały.

— Nie co, tylko kogo. Obecnie twojego brata — odgryzł się jego były kochanek, ale chyba przyniosło to niezbyt pożądane efekty.

— Zamknij mordę — warknął mój brat, a następnie dodał kpiąco. — Serio próbowałeś się zabić po tym, jak się tobą znudziłem? Jesteś bardziej żałosny niż myślałem.

— Ani słowa więcej. — Wybuchnąłem w końcu i podszedłem szybkim krokiem do nich, uderzając mojego brata z pięści w twarz zanim zdążył zareagować. — Wiedziałem, że jesteś chujem, ale to już jest inny poziom — powiedziałem zimno, siląc się na opanowanie.

Nie czekając na reakcję, złapałem Oliwiera za rękę i pociągnąłem za sobą, po drodze łapiąc jego torbę i wyprowadzając go z pubu. Wiedziałem, że powinniśmy się oddalić jakiś kawałek, potencjalnie większy, na wypadek, gdyby Maksowi chciało się nas szukać. Martwił mnie jednak stan Oliego po tym, co usłyszał. Nieważne, co mówił na temat Maksa, był do niego wcześniej przywiązany, więc te słowa musiały zaboleć podwójnie.

Postaci

Ben
Szpilewski
Oliwier
Kruszyński
Kasia
Puchalska
Eliasz
Edelmann
Bartek
Pruszkowski
Przewijanie do góry